«
»
Stare Melodie na Facebook
StareMelodie.pl - kanał RSS
piosenka: Wiwat Kusociński 344
Szukaj tytułu lub osoby
Posłuchaj sobie
Ludwik Lawiński
Edmund Minowicz
⋯ ※ ⋯
Odeon
kat: O 236316 b mx: Wo 1138
0:00
0:00
druga strona - audio:
„Psiakrew”
Etykiety płyt
Wiwat Kusociński
Odeon
Mx: Wo. 1138
Kt: O. 236316 b.
kolekcja: Własność Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
Podobne teksty:
Wielki bohater 3
Kusy 2
Sardinenfisz 2
Rubin i Siapsielewicz 2
W łaźni 2
Kiepskie czasy 2
Pikuś przy telefonie 2
Jazda do Berdyczowa 2

Rapaport:
Co pan coś czyta panie Goldberg?

Goldberg:
Ach, panie Rapaport kochany, żeś pan tego nie widział?

Rapaport:
Kogo?

Goldberg:
Angeles!

Rapaport:
Z których Angelesów?

Goldberg:
Los!

Rapaport:
Co?

Goldberg:
Los Angeles i olimpiadę, żeś pan tam nie był panie, to jest zbrodnia.

Rapaport:
Niby jak ja tam mogłem być? A gdzie pan byłeś latem?

Goldberg:
Ja? Nigdzie. Żona była na Prypeci z dziećmi i z kajakiem.

Rapaport:
Który to kajak?

Goldberg:
Łódź.

Rapaport:
W Łodzi? Kajak w Łodzi? Nie znam.

Goldberg:
Oj, kajak, łódź, znaczy łódka na jedną osobę, że się samemu wiosłuje.

Rapaport:
Oj, wisz pan, co oni teraz wyrabiają z tymi sportami to jest aż dziwne.

Goldberg:
Kto
„oni”?
Rapaport:
Goje! Ja teraz trochę czytałem, wie pan, ten Kusicielski...

Goldberg:
Kusociański!

Rapaport:
Oj, wisz pan, on tak prędko biega, że nawet nie można jego wymówić. Powiedz pan, czy on coś za to zarabia?

Goldberg:
Skąd!

Rapaport:
To po co on w ogóle biega?

Goldberg:
Żeby on był pierwszy...

Rapaport:
To już przecież raz był!

Goldberg:
To ciągle chce być znowu. Pan nie rozumi? Ambicje...

Rapaport:
Rozumim
– on chce być pierwszy, on biega... ale po co biega ten drugi i ten trzeci?
Goldberg:
Oni się przy nim uczą.

Rapaport:
Co znaczy? Uczą się nic nie zarabiać?

Goldberg:
Nie. Widzi pan, panie Rapaport, taki sport to ma jeszcze jedno swoje zagadnienie na przyszłość. Dajmy na to jest wojna
– się biją i zaczynają się za panem ścigać, to czem prędzej pan ucieka, tem pan jest pewniejszy.
Rapaport:
Aha, rozumiem. To niby cały sport jest na to, żeby na wojnie prędzej uciekać.

Goldberg:
Czy ja mogę pana prosić, żeby pan nie ironizowałeś?

Rapaport:
No bo przecież nonsens! Co, państwo chce, żeby się rodziły gotowe uciekiniery, tak? I to ma być idea sportowa?

Goldberg:
A co, jeśli łaska?

Rapaport:
Przeciwnie! Żeby była tężyzna, żeby było przysposobienie wojskowe, żeby my ścigali.

Goldberg:
Kto
„my”?
Rapaport:
My! Polacy!

Goldberg:
Pan?

Rapaport:
W znaczeniu
„sportowcy”. Owszem, dajmy na to jest wojna, ale wtedy my im dajemy „bobu”.
Goldberg:
Komu?

Rapaport:
Ja wim? Szwedom!

Goldberg:
No wi pan, panie Rapaport! Ja rozumiem niski poziom inteligencji, ale wszystko musi mieć swoje granice.

Rapaport:
Coś pan powiedział?

Goldberg:
Nic. Ja sobie tylko wyobrażam
– pan jest ten sportsmen!
Rapaport:
Tak! Żebyś pan pękł, od jutra będę!

Goldberg:
I robicie wojnę?

Rapaport:
Żebyś pan wiedział, że robimy
– panu na złość!
Goldberg:
Z Moskalem?

Rapaport:
Owszem, można z Moskalem.

Goldberg:
I ja mam sobie wyobrazić, że pan, panie Rapaport, pan wylatuje pierwszy z całej armii, bo przecież pan szybko biega i pan chce być pierwszy do tego Moskala... i tu pana wychodzi naprzeciw dwa metry wysokości ruskiego goja nażartego z kiełbasą i z wódką i z komiśniakiem i cóż on ma wszystkiego przy sobie? Karabin...

Rapaport:
Oj!

Goldberg: ...rewolwer...
Rapaport:
Oj!

Goldberg: …na sześć osób, bagnet...
Rapaport:
Oj!

Goldberg: …i ja panu wierzę, że pan nie ucieka, tylko pan się sam jeden rzuca na niego i co pan krzyczysz?
Rapaport:
Ja wim?
„Ręce do góry!”
Goldberg:
He he he, on podnosi ręce do góry i daje panu w mordę, że się pan nakrywa nogami.

Rapaport:
To przybiegają nasi, rozstrzelają pana na łeb na szyję!

Goldberg:
Mnie?

Rapaport:
Tak jest, pana! Za to, że pan każe uciekać. Pan wi co to jest? To jest sabotaż, taki krigs-geriśt, panie Gie. Już ja się tym zajmę!

Goldberg:
Tak? To ja przedtem powiem tylko jedno
– miesiąc temu pożyczyłem panu na trzy dni dwadzieścia złotych, tak czy nie?
Rapaport:
Tak!

Goldberg:
To proszę mi zwrócić natychmiast, bez jednego słowa!

Rapaport:
Panie Goldberg kochany!

Goldberg:
Nawet bez jednego wyrazu! Już!

Rapaport:
Wi pan, à propos z tym Moskalem i co się dotyczy tego sportu, to może i pan ma rację.

Goldberg:
No jasna rzecz panie Rapaport...
Popraw swój wzrok!
SM

Przepisał Bartek.

Legenda:
inc, incipit - incipit - z braku informacji o tytule pozostaje cytat, fragment tekstu z utworu
abc (?) - text poprzedzający (?) jest mało czytelny (przepisywanie ze słuchu)
abc ... def - text jest nieczytelny (przepisywanie ze słuchu)
abc/def - text przed i po znaku / występuje zamiennie
abc (abc) - wyraz lub zwrot wymagający opisu, komentarza
(abc) - didaskalia lub głupie komentarze kierownika

Krzysztof 2017-04-24 19:56
Słowa Tuwim.
Bartek 2017-04-27 20:19
Rapaport: Co pan coś czyta panie Goldberg?
Goldberg: Ach, panie Rapaport kochany, żeś pan tego nie widział?
Rapaport: Kogo?
Goldberg: Angeles!
Rapaport: Z których Angelesów?
Goldberg: Los!
Rapaport: Co?
Goldberg: Los Angeles i olimpiadę, żeś pan tam nie był panie, to jest zbrodnia.
Rapaport: Niby jak ja tam mogłem być? A gdzie pan byłeś latem?
Goldberg: Ja? Nigdzie. Żona była na Prypeci z dziećmi i z kajakiem.
Rapaport: Który to kajak?
Goldberg: Łódź.
Rapaport: W Łodzi? Kajak w Łodzi? Nie znam.
Goldberg: Oj, kajak, łódź, znaczy łódka na jedną osobę, że się samemu wiosłuje.
Rapaport: Oj, wisz pan, co oni teraz wyrabiają z tymi sportami to jest aż dziwne.
Goldberg: Kto „oni”?
Rapaport: Goje! Ja teraz trochę czytałem, wie pan, ten Kusicielski...
Goldberg: Kusociański!
Rapaport: Oj, wisz pan, on tak prędko biega, że nawet nie można jego wymówić. Powiedz pan, czy on coś za to zarabia?
Goldberg: Skąd!
Rapaport: To po co on w ogóle biega?
Goldberg: Żeby on był pierwszy...
Rapaport: To już przecież raz był!
Goldberg: To ciągle chce być znowu. Pan nie rozumi? Ambicje...
Rapaport: Rozumim – on chce być pierwszy, on biega... ale po co biega ten drugi i ten trzeci?
Goldberg: Oni się przy nim uczą.
Rapaport: Co znaczy? Uczą się nic nie zarabiać?
Goldberg: Nie. Widzi pan, panie Rapaport, taki sport to ma jeszcze jedno swoje zagadnienie na przyszłość. Dajmy na to jest wojna – się biją i zaczynają się za panem ścigać, to czem prędzej pan ucieka, tem pan jest pewniejszy.
Rapaport: Aha, rozumiem. To niby cały sport jest na to, żeby na wojnie prędzej uciekać.
Goldberg: Czy ja mogę pana prosić, żeby pan nie ironizowałeś?
Rapaport: No bo przecież nonsens! Co, państwo chce, żeby się rodziły gotowe uciekiniery, tak? I to ma być idea sportowa?
Goldberg: A co, jeśli łaska?
Rapaport: Przeciwnie! Żeby była tężyzna, żeby było przysposobienie wojskowe, żeby my ścigali.
Goldberg: Kto „my”?
Rapaport: My! Polacy!
Goldberg: Pan?
Rapaport: W znaczeniu „sportowcy”. Owszem, dajmy na to jest wojna, ale wtedy my im dajemy „bobu”.
Goldberg: Komu?
Rapaport: Ja wim? Szwedom!
Goldberg: No wi pan, panie Rapaport! Ja rozumiem niski poziom inteligencji, ale wszystko musi mieć swoje granice.
Rapaport: Coś pan powiedział?
Goldberg: Nic. Ja sobie tylko wyobrażam – pan jest ten sportsmen!
Rapaport: Tak! Żebyś pan pękł, od jutra będę!
Goldberg: I robicie wojnę?
Rapaport: Żebyś pan wiedział, że robimy – panu na złość!
Goldberg: Z Moskalem?
Rapaport: Owszem, można z Moskalem.
Goldberg: I ja mam sobie wyobrazić, że pan, panie Rapaport, pan wylatuje pierwszy z całej armii, bo przecież pan szybko biega i pan chce być pierwszy do tego Moskala... i tu pana wychodzi naprzeciw dwa metry wysokości ruskiego goja nażartego z kiełbasą i z wódką i z komiśniakiem i cóż on ma wszystkiego przy sobie? Karabin...
Rapaport: Oj!
Goldberg: ...rewolwer...
Rapaport: Oj!
Goldberg: …na sześć osób, bagnet...
Rapaport: Oj!
Goldberg: …i ja panu wierzę, że pan nie ucieka, tylko pan się sam jeden rzuca na niego i co pan krzyczysz?
Rapaport: Ja wim? „Ręce do góry!”
Goldberg: He he he, on podnosi ręce do góry i daje panu w mordę, że się pan nakrywa nogami.
Rapaport: To przybiegają nasi, rozstrzelają pana na łeb na szyję!
Goldberg: Mnie?
Rapaport: Tak jest, pana! Za to, że pan każe uciekać. Pan wi co to jest? To jest sabotaż (…?). Już ja się tym zajmę!
Goldberg: Tak? To ja przedtem powiem tylko jedno – miesiąc temu pożyczyłem panu na trzy dni dwadzieścia złotych, tak czy nie?
Rapaport: Tak!
Goldberg: To proszę mi zwrócić natychmiast, bez jednego słowa!
Rapaport: Panie Goldberg kochany!
Goldberg: Nawet bez jednego wyrazu! Już!
Rapaport: Wi pan, à propos z tym Moskalem i co się dotyczy tego sportu, to może i pan ma rację.
Goldberg: No jasna rzecz panie Rapaport...
kierownik 2017-04-27 21:49
Ło matko jedyna! Dzięki! I
arco 2017-04-29 12:39
To jest sabotaż (…?). Taki krigs-geriśt, panie Gie..Już ja się tym zajmę!
arco 2017-04-29 12:41
Kriegsgericht, to po niemiecku i w jidisz - sąd wojskowy J
Dodaj komentarz