«
»
Stare Melodie na Facebook
StareMelodie.pl - kanał RSS
piosenka: Przemówienie Józefa Piłsudskiego 74
Szukaj tytułu lub osoby
Posłuchaj sobie
Józef Piłsudski
przemówienie z 5 września 1924
na płycie
Orpheon
kat: Or. 107 a. mx: 2-40025
1924 rok
0:00
0:00
Józef Piłsudski
przemówienie z 5 września 1924
na płycie
Orpheon
kat: Or. 107 b. mx: 2-40026
1924 rok
0:00
0:00
Posłuchaj na
wykonuje
Józef Piłsudski
na płycie
Orpheon
kat: Or. 107 b. mx: 2-40026
1924 r.
Etykiety płyt
Przemówienie Józefa Piłsudskiego
Orpheon
Mx: 2-40025
Kt: Or. 107 a.
 
 
Przemówienie Józefa Piłsudskiego
Orpheon
Mx: 2-40026
Kt: Or. 107 b.
 
 
tytuł:
Przemówienie Józefa Piłsudskiego
Na rzecz Uniwersytetu im. Batorego w Wilnie
gatunek:
monolog
muzyka:
rok:?
1924

(strona a)
Szanowne panie i szanowni panowie.
Człowiek jakoby ujarzmia żywioły. Żywioły nie jego ręką wytworzone na naszym padole płaczu. Żywiołów tych dawniej liczono zaledwie kilka, a liczba ich rośnie prawie z roku na rok. Zaprzęga je człowiek do roboty, jak jaki wół roboczy.
Woda, więc, obraca koła. Słońce ogrzewa pola, elektryczność pracuje we wszystkich kierunkach. (?) Ogień daje ciepło. Woły robocze czyni z elementów człowiek.
I dumny jest z tego, że dzieło nieswoje opanował i zmusił do niewolniczej roboty dla swojej jedynie wygody.
Dumny jest z tego, lecz czyż ma dostateczne do tego zasady?
Czyż nie spostrzega, że żywioł, będący w codziennej robocie i klęski zadawać mu może.
Rozszalałe powodzie, słońce w pożodze spalające pola, ogień niszczący miasta i wioski, pioruny z nieba bijące, zarazki powietrza, trzęsienia ziemi. Czyż nie są dostatecznym powodem, do większej skromności człowieka, w stosunku do żywiołu?
A jednak jest żywioł nie boski, lecz ludzki i może dlatego człowiek tak mało go szanuje. Żywiołem tym jest praca. Praca ludzkich mózgów, praca ludzkich serc i praca ludzkich mięśni.
Dzieje ludzkie w całych tysiącleciach, wszystko to, nazywamy kulturą, są właściwie przetworem tego ludzkiego żywiołu. Człowieczej pracy.
A człowiek, zamiast być dumnym z opanowania tego, co może opanować, chce być dumnym z opanowania żywiołu nie swego, żywiołu boskiego.
Specjalnie człowiek nie chce szanować największej potęgi swego żywiołu: pracy zbiorowej, chociaż ta właśnie największe cuda tworzy.
Zdaniem moim, zasadniczym postulatem stosunku jest zawsze umowa i lojalne tej umowy dotrzymanie. Umowa polega na warunkach, które wzajemnie umawiający się stawiają, niczym stróż zamiatający ulice i minister rządzący krajem czy stolarz obracający heblem czy profesor wykładający w wyższej szkole dla wspólnej pracy ich z innymi warunki stawiać, warunki przyjmuje. I gdybyż wzajemnie, lojalnie je dotrzymywano, jakżeby inaczej życie wyglądało.

Drugim, podstawowym postulatem, jest szacunek dla instrumentu pracy. Instrument, bowiem, nieszanowany kaleczy lub efektu nie daje. Wobec tego, że mam przed sobą instrument pracy z maszyny i żywego człowieka złożony, chcę go lojalnie szanować.
Warunkiem umownej pracy jest czas, który już mi mówi: dość!

(strona b)
Stoję przed jakąś dziwaczną trąbą i myślę, że głos mój ma się oddzielić ode mnie i pójść gdzieś w świat beze mnie, jego właściciela. Zabawne pomysły mają ludzie! Doprawdy, trudno się nie śmiać z tej dziwnej sytuacji, w której nagle głos pana Piłsudskiego się znajdzie.
Wyobrażam sobie tę zabawną chwilę, gdy jakiś ananas korbą nakręci, śrubkę naciśnie i jakaś trąba, zamiast mnie, gadać zacznie. Ciekawe!
Chciałbym widzieć wtedy zebrane dzieci, do których trąba ludzkim głosem gada. A gdy pomyślę, że wśród tych dzieci nagle znaleźć się mogą moje własne, które na pewno pomyślą, że tatuś z nimi gdzieś za trąbą w chowanego się bawi.
Pusty śmiech mnie bierze, że ten biedny mój głos, ode mnie oddzielony, przestał nagle być moją własnością i należy już, nie wiem do kogo, nie wiem do czego: do trąby czy do jakiegoś akcyjnego towarzystwa.
Najzabawniejsza jest jednak myśl, że kiedy mnie już nie będzie, głos pana Piłsudskiego sprzedawanym będzie za trzy grosze gdzieś na jarmarkach, prawie na funty, jak pierniki, prawie na łuty, jak jakie cukierki. I gdy przed tą maszynką stoję, wciąż mnie jedna myśl prześladuje, bym mógł uwiecznić nie głos, lecz śmiech.
Głosem z trąby błagam: matki i ojcowie, gdy sami śmiać się nie możecie, w kąt rzućcie instrumenty pedagogiczne, gdy wesoły srebrny dzwonek śmiechu roześmianych buziaków dziecinnych w waszych domach się rozlega.
Niech się śmieją polskie dzieci śmiechem odrodzenia, gdy wy tego nie umiecie!
A gdy wam teraz do śmiechu już usta się układają, śmiejcie się do woli, gdy ja z tej trąby was żegnam pustym, dziecinnym, żołnierskim śmiechem i słowem: do widzenia!
05.09.1924.
Popraw swój wzrok!
SM

Strona b od Andrzeja.

Legenda:
abc (?) - text poprzedzający (?) jest mało czytelny (przepisywanie ze słuchu)
abc ... def - text jest nieczytelny (przepisywanie ze słuchu)
abc/def - text przed i po znaku / występuje zamiennie
abc (abc) - wyraz lub zwrot wymagający opisu, komentarza
(abc) - didaskalia lub głupie komentarze kierownika

Bartek K. 2017-11-15 11:22
Może by zmienić to śpiewali ją soliści albo utworzyć chociaż kategorię "przemówienia" albo coś w tym stylu? Bo to nagranie za bardzo nie pasuje do charakteru tej strony.
Dodaj komentarz