«
»
Stare Melodie na Facebook
StareMelodie.pl - kanał RSS
piosenka: Mowa posła 6
Szukaj tytułu lub osoby
Posłuchaj sobie
Ignacy Ulatowski
Nowy Jork, 07.1926 r.
⋯ ※ ⋯
Columbia
kat: 18155-F mx: 106994
1926 rok
ze zbiorów:
www.lemko.org
0:00
0:00
druga strona - audio:
„Tak! Panie, to mój dzieciak”
Etykiety płyt
Mowa posła
Columbia
Mx: 106994
Kt: 18155-F
kolekcja: www.lemko.org
Podobne teksty:
I ja chcę żyć 2
tytuł:
Mowa posła
gatunek:
monolog komiczny
muzyka:
rok:?
1926
słowa:

Szanowne zebrane i zebrani!
Zebraliśmy się na zebranym zebraniu do zebrania. Dzisiejsze zebranie ma na oku zebranie dla wysłuchania, co słychać w polityce, handlu i za granicą. Ogółem powiedziawszy źle jest. Wszystko w naszej Polsce na odwrót. Lewica ustanawia prawa, a prawica robi na lewo! Bez naszego pozwolenia wywożą świnie i jaja do Danii. Bez świń się jakoś obyć można, ale bez jajek naród ostawić to krzywda! Nazywają nas, chłopów, paskarzami. Abośmy to przed wojną portek na pasku nie nosili? Czego, na przykład, można mi zazdrościć? Że mam te marne 100 morgów gruntu? Te kilkanaście prosiaków, do których się tak przyzwyczaiłem, że nas odróżnić od siebie nie można było, jak byliśmy razem? To ma być Polska przy takich warunkach?
W zeszłym roku kolega nasz serdeczny i druh Walczak chciał jechać do familii, chciał pokazać swoim dzieciakom, jakie w Warszawie są róże. Zabrał sobie kilka sztuk na pamiątkę, to od razu zrobili z niego złodzieja! Albo, na przykład, jaka rozpusta i niemoralność panuje w Warszawie! Aktorki bez kiecek na scenę wyłażą! Żona moja, Magda, dowiedziała się o tych cudach i chcąc jechać do Warszawy z gębą do mnie łazi.
- Waluś, czy ty wiesz, co to obowiązki małżeńskie?
- Wim, obowiązkowo, że wim, bo nie jestem byle kto, jeno czynownik i poseł z partii świętego Wita, e tego, Witosa. A ty, frybro (czyli febro) zakatarzona, jak będziesz dużo szczekać, to cię tak lunę w … (?), że ci Witos wyskoczy!
Jak tak babie dyplomatycznie wszystko wykalkulowałem, to się krzynę uspokoiła i pedo:
- Waluś, kundlu zatracony, gamoniu,weź mnie do Warszawy bydlaczku mój kochany!
No, jak tak słodko mnie po imieniu nazwała, to ją wziąłem. Przyjeżdżamy do naszego stolicowego miasta i walimy prosto do Teatru Małego. W poczekalni nagle mi stara gada:
- Waluś, żałujesz mi?
- Czego miałbym ci żałować? No, to chodźmy do Wielkiego. Stać nas na to.
Poszliśmy wtedy do Teatru Wielkiego. Dla starej kupiłem bilet w krzesłach, a som lotem na galerię. Stara na dole, a ja na górze, jak Pan Bóg małżeństwu przykazał. Grali tam jakąś tragedię czy operę. Matka na scenie odwala kitę, a chłopaka zamykają, żeby nie leciał za ciałem. Chłopaczyna się drze na całe gardło „Puśta me!..Puśta me!.. A tu nic. Zgniewało to mnie okropnie, więc krzyczę na cały teatr:
- Puśta go, do cholery, bo może chłop chce wyjść za swoja potrzebą!
I wicie co? I za to mnie z tyjatru wyrzucili. I tu ma być Polska? Jak pragnę podrożenia kartofli, że jutro składom interpelację do sejmu. Tak nam dopomóż Wincenty Pierwszy, król Polski. Amen!
Popraw swój wzrok!
SM

Przepisała Iwona.

Legenda:
inc, incipit - incipit - z braku informacji o tytule pozostaje cytat, fragment tekstu z utworu
abc (?) - text poprzedzający (?) jest mało czytelny (przepisywanie ze słuchu)
abc ... def - text jest nieczytelny (przepisywanie ze słuchu)
abc/def - text przed i po znaku / występuje zamiennie
abc (abc) - wyraz lub zwrot wymagający opisu, komentarza
(abc) - didaskalia lub głupie komentarze kierownika

Iwona 2019-04-24 08:58
Czy ktoś to już przepisuje? Bo jestem chętna!
Iwona 2019-04-24 10:01
Szanowne zebrane i zebrani!
Zebraliśmy się na zebranym zebraniu do zebrania. Dzisiejsze zebranie ma na oku zebranie dla wysłuchania, co słychać w polityce, handlu i za granicą. Ogółem powiedziawszy źle jest. Wszystko w naszej Polsce na odwrót. Lewica ustanawia prawa, a prawica robi na lewo! Bez naszego pozwolenia wywożą świnie i jaja do Danii. Bez świń się jakoś obyć można, ale bez jajek naród ostawić to krzywda! Nazywają nas, chłopów, paskarzami. Abośmy to przed wojną portek na pasku nie nosili? Czego, na przykład, można mi zazdrościć? Że mam te marne 100 morgów gruntu? Te kilkanaście prosiaków, do których się tak przyzwyczaiłem, że nas odróżnić od siebie nie można było, jak byliśmy razem? To ma być Polska przy takich warunkach?
W zeszłym roku kolega nasz serdeczny i druh Walczak chciał jechać do familii, chciał pokazać swoim dzieciakom, jakie w Warszawie są róże. Zabrał sobie kilka sztuk na pamiątkę, to od razu zrobili z niego złodzieja! Albo, na przykład, jaka rozpusta i niemoralność panuje w Warszawie! Aktorki bez kiecek na scenę wyłażą! Żona moja, Magda, dowiedziała się o tych cudach i chcąc jechać do Warszawy z gębą do mnie łazi.
- Waluś, czy ty wiesz, co to obowiązki małżeńskie?
- Wim, obowiązkowo, że wim, bo nie jestem byle kto, jeno czynownik i poseł z partii świętego Wita, e tego, Witosa. A ty, frybro (czyli febro) zakatarzona, jak będziesz dużo szczekać, to cię tak lunę w … (?), że ci Witos wyskoczy!
Jak tak babie dyplomatycznie wszystko wykalkulowałem, to się krzynę uspokoiła i pedo:
- Waluś, kundlu zatracony, gamoniu,weź mnie do Warszawy bydlaczku mój kochany!
No, jak tak słodko mnie po imieniu nazwała, to ją wziąłem. Przyjeżdżamy do naszego stolicowego miasta i walimy prosto do Teatru Małego. W poczekalni nagle mi stara gada:
- Waluś, żałujesz mi?
- Czego miałbym ci żałować? No, to chodźmy do Wielkiego. Stać nas na to.
Poszliśmy wtedy do Teatru Wielkiego. Dla starej kupiłem bilet w krzesłach, a som lotem na galerię. Stara na dole, a ja na górze, jak Pan Bóg małżeństwu przykazał. Grali tam jakąś tragedię czy operę. Matka na scenie odwala kitę, a chłopaka zamykają, żeby nie leciał za ciałem. Chłopaczyna się drze na całe gardło „Puśta me!..Puśta me!.. A tu nic. Zgniewało to mnie okropnie, więc krzyczę na cały teatr:
- Puśta go, do cholery, bo może chłop chce wyjść za swoja potrzebą!
I wicie co? I za to mnie z tyjatru wyrzucili. I tu ma być Polska? Jak pragnę podrożenia kartofli, że jutro składom interpelację do sejmu. Tak nam dopomóż Wincenty Pierwszy, król Polski. Amen!
Dodaj komentarz