W Ślepej Śwince
Iwona: 2020-09-25 14:33
Pijmy, pijmy! Niech żyje, żyje nam! Pijmy, pijmy! Niech żyje, żyje nam!
- Nie wiem,m co mi się stało, ale .. hep ...
- Co pan mówi?
- Mówię, że ... hep ... i nic więcej.
- Mądre słowo! Dziś, panie, najlepiej nic nie gadać. Panie, z przeproszeniem, nazywam się Seweryn.
- Od trzech godzin razem, a nie wiem, z kim okoliczność...
- Jestem Wierciołek.. hep.. Seweryn.
- A jam Miotełka. Tomasz Miotełka, zdun.
- Patrzaj pan, góra z górą, bo ja w ogóle także samo.
- Zdun?
- Nie zdun, ale ze Zduńskiej Woli.
- A ja przyrypałem do tego kraju z Rypina. No, to jeszcze dwa dziecinne z kropelkami.
- W ogóle i więcej nie piję. przepraszam, czy pan sytyzen (citizen), czy porządny obywatel?
- Ja, panie, sytyzen i domokrad.
- O, domokrad, bo ja, panie, tyż kiedyś, ale konie kradł.
- A, w Zduńskiej Woli?
- Nie, tam sprzedawałem.
- A ja do Seweryna nam jenteresik (interesik)... hep... Co?
- Nic. Bigos i flaki wracają się pewnie zobaczyć, jaka pogoda.
- Właśnie ja to samo mówię. Bigos, panie, drożdżyzna, panie, i bezrobocie. Tu podatki płać, tam komorne płać...
- W ogóle płać, rozumiem, ale ja nie płacę, bo jestem, mocny patriota. Słuchałem kiedyś matki, a teraz słucham prezydenta. Powiedział prezydent - jest mordatorium (moratorium), to jest mordatorium i kto tylko do mnie po pieniądze, to ja go w mordę.
- Dobra jest, panie!
- Niech żyje prezydent Smith!
- Jak to Smith?
- W ogóle Smith. Przecie cztery lata temu mówili wszyscy, że jak będzie Smith, to będzie bezrobocie, będzie nędza i będzie wódka. Jest nędza, jest wódka i jest bezrobocie.
- To musi być pomyłka.
- W ogóle pomyłka nie zaszkodzi. Panie Tomaszu, czy pan myśli, że w tym kraju zaprowadzą kiedy prohibicję?
- Może spróbują zaprowadzić, ale lepszą wódkę. No, jeszcze jednego do pary!
- W ogóle do pary, bo by człowiek zeza dostał, jakby na siedemnastym kieliszku stanął. Ja zawsze lubię odpocząć, bo to w ogóle od podnoszenia kieliszka to i ręka zemdleje.
- Racja, panie Wierzchołek.
- Nie Wierzchołek, a Wierciołek.
- Tak, panie Wiercidołek, rozumiem. Czy pan swoja własną też produkuje, panie?
- Przyjdź pan do mnie, zobaczysz, jaka moja żona biznesowa kobita. Ona nigdy nie robi byle jakiej, zawsze czysta, jak źródło. Dwa razy gotowana w ogóle i raz cedzona przez materac.
- Przez materac i czysta?
- Nie czysta, ale już dobrana.
- Teraz trzeba być ostrożnym. Ja w ogóle jestem ostrożny. Nigdy, panie, od razu do gardła, bo może spalić.
- Aha, a jak to dziś można wiedzieć?
- W ogóle powiem panu , że można, ale to sekret i mój wynalazek. Uważa pan, jak się pan chce przekonać, czy dobra do gardła, to włóż pan palec. Jak paznokieć nie odpadnie, to dobra.
-Dziękuję, to dobry sposób, proszę pana.
- A teraz jeszcze po jednym i finisz. No, buzi!